MAROKO DLA DZIECI | podróże

W listopadzie 2024 roku odwiedziliśmy Maroko po raz drugi. Powstaje e-book, który jest podsumowaniem naszych obu wypraw, a póki co zapraszam do przeczytania mojej relacji z tegorocznej podróży. Zdradzę Wam tylko, że druga wyprawa zachwyciła nas jeszcze bardziej i zakochaliśmy się w tym kraju jeszcze bardziej 😀🥰.

🍂 4 LISTOPADA – PN

Godzina 13:15 – nasz samolot startuje. Z Wrocławia do Agadiru leci się około 5h. Wydaje się długo, zwłaszcza, jeśli lecisz z małym dzieckiem, jednak wbrew pozorom ten czas płynie naprawdę szybko. Bierzesz ze sobą do samolotu kilka potrzebnych akcesoriów i jest co robić. My zabraliśmy książki, notatniki, flamastry, telefony z różnymi edukacyjnymi grami.

***

Widok na Góry Atlas z samolotu podczas lądowania

Wylądowaliśmy o 17:40, czyli nieco przed czasem. Ponieważ mamy już doświadczenie z przebywaniem w tym kraju, wiedzieliśmy, że warto zaopatrzyć się w kartę SIM na lotnisku, by od razu mieć kontakt z osobami, u których wynajmowaliśmy mieszkanie lub auto, a także, żeby nie wymieniać pieniądzy w pierwszym z brzegu kantorze. Po wyjściu z głównej części lotniska i przejściu do holu wyjściowego kantory mają dużo lepszą ofertę. Tak też zrobiliśmy i tym razem.

Pan, wynajmujący nam auto, czekał na nas przed bramą wyjściową z budynku lotniska. Dzięki kupionej karcie SIM miałam dostęp do internetu, mogłam więc poprowadzić męża optymalną trasą do mieszkania w Anzie, gdzie wynajęliśmy na czas urlopu mieszkanie.

Nie korzystamy z biur podróży, nie interesują nas hotele. To, co jest dla nas ważne, to doświadczanie. Doświadczać możemy najbardziej mieszkając wśród tubylców, stąd nasz wybór wynajmu mieszkań w zwykłych mieszkalnych budynkach, co stosujemy właściwie w każdym wynajmowanym kraju.

***

W tym roku zamieszkaliśmy nie w Agadirze, a w Anzie, pobliskiej miejscowości, gdzie turystów jest znacznie mniej. Podczas pierwszej wizyty w Maroku zależało nam, aby zamieszkać w miejscu, w którym będziemy mieli blisko plażę oraz łatwość dostępu do taksówek i dzięki temu do różnych atrakcji. Nie wynajmowaliśmy wówczas auta. Tym razem, dzięki mobilności,  mogliśmy zamieszkać bardziej wśród lokalsów.

Mieszkanie znajduje się na nowo wybudowanym osiedlu (w ubiegłym roku, kiedy je mijaliśmy, widziałam, że jeszcze je budowano). Z naszego tarasu rozciąga się cudowny widok na ocean, port i starą część Anzy. Zapach ryb rozchodzi się tu bardzo intensywnie, co jest naturalną koleją rzeczy.

Widok z tarasu – za budynkami po drugiej stronie ulicy kryje się czarny ocean i port.



Ten zapach przyciągnął nas jeszcze tego wieczoru, kiedy to po całym tym intensywnym dniu postanowiliśmy jeszcze zjeść coś na kolację. Plaża ciągnęła się w głąb oceanu i niemal nie było widać końca – odpływ odczuwany jest tutaj bardzo mocno. Następnego dnia rano ten podmokły piasek ponownie zostanie zalany. Chłodny późnowieczorny wiatr znad najzimniejszego oceanu na Ziemi nieco nas otrzeźwił i pozwolił odetchnąć po tym dniu.

Angielski wśród lokalsów nie jest powszechny. Jeśli nie znasz francuskiego, możesz mieć trudność z dogadaniem się, a dokładniej z tym, aby kelner zrozumiał Cię dobrze. Dostaliśmy nie wszystko to, co zamówiliśmy, ale jednocześnie kelner nie policzył nam za drugą kawę, którą zamówiliśmy po tym, jak pierwsza rozlała się po pierwszym łuku.

Ludzie są tu niesamowicie mili. Z niczego właściwie nie robią problemów – a przynajmniej my mamy takie doświadczenie. Ceny są baaaardzo niskie, zjedliśmy więc to, co dostaliśmy i domówilismy resztę.

Taki krótki wieczorny spacer nad ocean już po zachodzie słońca zrobił nam naprawdę dobrze. Tym sposobem rozpoczęliśmy nasz urlop w Maroku.

🍂 5 LISTOPADA – WT

Po wczorajszej całodniowej podróży (rano wyjechaliśmy z domu na lotnisko, gdzie spędziliśmy dwie godziny, potem ponad 4 godziny w samolocie, pół godziny w kolejce paszportowej, załatwianie wymiany pieniędzy i numerów telefonu, o 18:50 zatem wyruszyliśmy dopiero z lotniska w godzinną podróż autem do miejsca zamieszkania) postanowiliśmy zrobić sobie luźny dzień.

Anza w świetle dnia – tuż nad oceanem



Śniadanie na plaży w Anzie
Sałatka marokańska
Talerz owoców morza i ryb
Omlet z pomidorami i chilli

W praktyce oznaczało to spokojne przygotowanie się do wyjścia, śniadanie w jednej z pobliskich przyplażowych restauracji (tej samej, w której spędziliśmy wczorajszy wieczór – chłopaki zamówili sobie upragnione ryby i owoce morza, na które czekaliśmy 1,5h, ja omlet z pomidorami i papryczką chilli), a potem, właściwie już po południu, podróż autem z Anzy do agadirskiej Mariny, czyli promenady z plażą, restauracjami i butikami.

Za pierwszym razem mieszkaliśmy na osiedlu w Marinie, dlatego te rejony były nam bardzo dobrze znane. Odwiedziliśmy więc sklepy z ubraniami (koszulki z napisami związanymi z Marokiem to już chyba u nas tradycja), ja kupiłam sobie marokańskie kosmetyki (z arganu, opuncji i róży damasceńskiej).

Zachód słońca na plaży nad oceanem zapierał dech w piersiach. Nagłe ochłodzenie temperatury (z trzydziestu paru na dwadzieścia osiem) było wyraźnie odczuwalne, wzmógł się także przyjemny rześki wiatr. Woda nie była gorąca, jednak wystarczająco ciepła, by nasz syn mógł się w niej przebywać nawet po zachodzie.

Zachód słońca nad Oceanem Atlantyckim w Agadirze
Agadir Marina



Sporo po dziewiętnastej powoli zebraliśmy się na kolację – postanowiliśmy odwiedzić restaurację, w której rok wcześniej poznaliśmy Farida, kelnera. Tym razem niestety go nie zastaliśmy, był natomiast inny kelner, z którym kiedyś Farid się wymieniał. Był to bardzo przyjemny czas, pełen wspomnień.

Przyznam, że zakochaliśmy się w Maroku po raz kolejny i to jeszcze mocniej 🙂.



🍂 6 LISTOPADA – SR

Plan na dziś – Souk el Had i Crocoparc.

Souk el Had to największe targowisko w Agadirze, połączone z meczetem oraz restauracjami. Upał był niemiłosierny. Mogło być koło 40 stopni. Na szczęście zdecydowana większość targowiska znajduje się pod dachem.

Kooperatywa kobiet sprzedających kosmetyki


My zaczęliśmy od zjedzenia śniadanio-obiadu. Udaliśmy się więc w część, w której znajdują się restauracje. Gdy tylko weszliśmy na ich teren, dopadli nas restauratorzy (inaczej tego nazwać nie można 😅). Pierwszy był Hisham, dlatego ostatecznie to u niego usiedliśmy.

Hisham ugościł nas darmowymi kalmarami, chlebkami i sosami, oraz cebulą, a my zamówiliśmy dla siebie wegetariański tajin (dla mnie) oraz 3 porcje kalmarów dla chłopaków (tak bardzo im posmakowały te, które dostali na początku gościny bezpłatnie).

Dodatkowo zamówiłam dla siebie herbatę marokańską (miętową z cukrem – poprosiłam o połowę dawki cukru), a Hisham odegrał przed nami ceremonię parzenia, samemu zachęcając, abym go nagrała 😊. 

Ceremonia parzenia marokańskiej herbaty wg Hishama

Spędziliśmy tam bardzo przyjemnie czas, porobiliśmy sobie zdjęcia z Hishamem i jego załogą, uzgodniliśmy, że następnym razem znów go odwiedzimy, zaprosił nas za swoją kuchnię (i znowu seria zdjęć i filmów), po czym naładowani tą pozytywną energią poszliśmy na zakupy po suku.

Hisham i jego załoga oraz dwóch moich chłopaków 😊

Zaopatrzyliśmy się w bluzy z napisami związanymi z Marokiem, tajin, daktyle (prawdziwe, bez dodatku cukru czy innych przetrwalników) i lekką marokańską sukienkę.

O 14:30 wyjechaliśmy autem do Crocoparcu, który znajduje się na południowym obrzeżu Agadiru (najpierw przez pół godziny chodząc w słońcu dookoła Souk ‚u szukaliśmy auta, bo nie pamiętaliśmy, na którym dokładnie parkingu się zatrzymaliśmy 😅).

Crocoparc dwiedziliśmy w ubiegłym roku, podczas pierwszej wizyty w Maroku. Wynajęliśmy wtedy taksówkę na godzinę (powiedziano nam, że godzina wystarczy na zwiedzenie tego miejsca, jednak nie jest to prawda – dziś spędziliśmy tam prawie 3 h i dopiero teraz czujemy, że naprawdę doświadczyliśmy Parku Krokodyli).

Crocoparc to miejsce, w którym przede wszystkim można zobaczyć krokodyle, ale nie tylko. Równie często można spotkać iguany – na wzniesieniach parku lub po prostu na ścieżce, po której spacerują ludzie.

Iguana ma ścieżce dla turystów

Inna iguana na schodach

Jest tu także staw dla żab (w ubiegłym roku „śpiewały” jedna przez drugą, zapewne mając okres godowy, w tym roku natomiast w stawie było bardzo cicho). Dużo czasu tam spędziliśmy, obserwując kijanki i pływające ryby.

Papier z papirusu

Podpieliśmy się też na chwilę pod wycieczkę niemiecką, dzięki czemu obejrzeliśmy pokaz tworzenia papieru z papirusu w stylu egipskim. 😉

Załapaliśmy się też na karmienie krokodyli.



Na terenie Crocoparcu znajduje się też kawiarenka, w której wypiliśmy pyszną kawę mrożoną bez mleka, a Oskar narysował dla właścicieli obrazek z krokodylem, z imieniem i nazwiskiem oraz numerem telefonu. Kelner ucieszył się bardzo, przyniósł swój telefon, zrobiliśmy sobie z nim zdjęcie i obiecał przesłać Oskarowi na jego what’s appa 😉, co zrobił tego wieczoru.



Nazbieraliśmy dziś kontaktów, ale za to właśnie kochamy Maroko. Za tą otwartość, sympatyczne podejście do innych osób (nie tylko do turystów – obserwując Marokańczyków, widać, jak blisko są ze sobą).

🍂 7 LISTOPADA – CZ


Dziś koło południa wyjechaliśmy na wycieczkę na północ od Anzy, do małej miejscowości o nazwie Taghazout. Miejscowość surfingowa, teoretycznie mało turystyczna, jednak straganów tam nie brakowało.

Taghazout – surfingowa miejscowość turystyczna



Spędziliśmy dwie godziny na plaży. Woda, na początku chłodna, po chwili stała się bardzo przyjemna. Fale jednak były zbyt duże na swobodne pływanie – zapewne dlatego jest to teren głównie przeznaczony do surfingu. Te dwie godziny na słońcu mocno obniżyły nam energię – temperatura sięgała prawie 38 stopni.

Po tym lenistwie wybraliśmy pierwszą z brzegu restaurację i zjedliśmy obfity obiad, który posłużył nam już jako kolacja. Po drodze Oskar zaopatrzył się w piękną szkatułkę z drzewa cedrowego.



Zaraz potem wróciliśmy do Anzy, aby zdążyć na pokaz do Delfinarium, który odbywa się w niektóre dni o 17:00. Zdaję sobie sprawę, że obrońcy praw zwierząt byliby przeciwko, jednakże obserwując relacje trenera i delfinów byliśmy wręcz zachwyceni. Oczywiście, że delfinom nie wszystko wychodziło. Oczywiście, że były momenty, kiedy robiły, co chciały (choć wydarzyło się to może dwa razy). Jednak reakcja pani prowadzącej i opowiadającej o występie, a także trenera, była bardzo spokojna i sympatyczna. Myślę, że warto choć raz obejrzeć ten pokaz i poznać te dwa delfiny (Marusa i Roma).



Po występie, wykończeni całodziennym upałem, dotarliśmy do mieszkania, aby odpocząć.

🍂 8 LISTOPADA – PT



To był kolejny dzień, podczas którego żar lał się z nieba. Nawet Marokańczycy byli zaskoczeni obecnymi temperaturami. Temperatura osiągnęła 40 stopni. Mieliśmy w planach ostatnie zakupy, jednak ze względu na to, że w piątki Marokańczycy mają dzień świąteczny, sklepy pootwierane były dopiero po zachodzie słońca.

Anza i Agadir przypominały nasze miasta w niedzielę – prawie w ogóle nie było aut, ludzie albo siedzieli w kilku restauracjach albo zwyczajnie na plaży. Jak to w dzień świąteczny. I my wtopiliśmy się w ten klimat.

Najpierw zjedliśmy śniadanie, a właściwie obiad w jednej z restauracji (ceny marokańskie są tak przystępne, że gotowanie w domu zwyczajnie się nie opłaca).

Chwila na plaży, zbieranie muszelek, pokonywanie fal i inne plażowe zabawy, a późnym popołudniem kolacja.

Na koniec dnia o zachodzie słońca popłynęliśmy w głąb oceanu Atlantyckiego motorówką. Omar, sterownik, na prośbę Oskara, oddał mu ster po wypłynięciu z zatoki i tak przez godzinę to Oskar prowadził nas po oceanie. Ja i tata Oskara spróbowaliśmy tej atrakcji na 3-4 minuty, po tym czasie oddając znów ster Oskarowi. Frajda była niesamowita – a godzinna wyprawa z prywatnym sterownikiem kosztowała nas 600 dirhamów za wszystko. Zdecydowanie wycieczka warta była swojej ceny.



Tym miłym akcentem zakończyliśmy dzień i wróciliśmy do mieszkania, aby rozpocząć pakowanie. Jutro czas powrotu do Polski…


🍂 9 LISTOPADA – SB

Aż trudno w to uwierzyć, ale dziś późnym wieczorem będziemy w Polsce… Nasz samolot odlatuje o 19:00. Mamy więc cały dzień na to, aby skorzystać z uroków tego niezwykłego kraju.

Pół dnia spędziliśmy na plaży, spacerach, ostatnich małych zakupach, a po południu pojechaliśmy na lotnisko, oddać auto.

Z bólem przebraliśmy się w ubrania, w których mieliśmy wyjść z samolotu w Polsce, gdzie maksymalna temperatura to 2 stopnie na plusie.

Wylecieliśmy z 3-godzinnym opóźnieniem że względu na awarię samolotu. Zostaliśmy odprawieni i posadzeni na naszych miejscach w samolocie i właśnie tam przeczekaliśmy te 3h, aż usterka zostanie naprawiona.

W Polsce byliśmy więc 3h później, niż zakładaliśmy. Przywitało nas mroźne wilgotne powietrze, tak bardzo nieprzyjemne, że od razu zapragnęliśmy wrócić do ukochanego Maroka.

Wrócimy 😊. W przyszłym roku na pewno 🥰🥰🥰.


Piszę dla Was książkę o Maroku, a dokładnie o Agadirze i okolicach, Drodzy Rodzice.

Liczę na to, że w styczniu 2025 r. będzie gotowa i będziecie mogli poznać ten kraj jeszcze lepiej. 😊

Informacje o książce będą dostępne na moich social mediach – obserwuj nas zatem 😊.


🌱Edukacja domowa to dla nas doświadczanie, a nie siedzenie nad podręcznikiem. Edukujemy się kreatywnie, bawimy się edukacją.

🌱 Jeśli masz ochotę nam towarzyszyć, możesz spotkać nas tutaj:

🌿 1. BLOG O EDUKACJI DOMOWEJ: http://www.kreatywnemotylki.art.blog

🌿 2. FANPAGE RELACJA ED: https://www.facebook.com/edukacja.zabawa.podroze

🌿 3. INSTA RELACJA Z ED: https://www.instagram.com/edukacja.zabawa.podroze

🌿 4. GRUPA O WYJŚCIACH EDUKACYJNYCH WE WROCŁAWIU: https://www.facebook.com/groups/kreatywnie.wroc

🌿 5. GRUPA O EDUKACJI DOMOWEJ : https://www.facebook.com/groups/edglobalnie

🌿 6. YOU TUBE Z FILMAMI ED: https://www.youtube.com/@edukacja.zabawa.podroze

#edukacjadomowa
#edukacjawczesnoszkolna
#edukacjakreatywnie
#kreatywnemotylki
#edukacjaprzezzabawę
#homeschooling
#homeschoolfamily
#homeschool
#travel
#podróże


Dodaj komentarz