Malta wiosną jest dosyć przyjemna. Mimo że to kraj wyspiarski, latem temperatura potrafi osiągnąć poziom, który my, Europejczycy raczej północy niż południa, rzadko kiedy jesteśmy w stanie tolerować na dłuższą metę. Wiosna na Malcie jest zielona, słoneczna i… wietrzna. Jak ocenia tydzień na Malcie?

Na pomysł podróży na Maltę wpadł Oskar już jakiś czas temu, ale zdecydowaliśmy się na nią teraz ze względu na to, iż zarezerwowany na początku roku lot do Jordanii odwołano nam w marcu. Rozochoceni chęcią podróży zaczęliśmy poszukiwać innego kierunku. Tata Oskara, który ma zdolność wyszukiwania tanich lotów w różne strony świata, szukał i sprawdzał, aż trafił na niezwykle atrakcyjną ofertę wylotu na Maltę.
Nie zastanawialiśmy się dłużej niż minutę. 😉
Uwielbiamy podróże i ponieważ Oskar został wciągnięty w taki styl życia od samego początku, jest to dla niego coś jak najbardziej naturalnego. Jako maluch brał to, co my przygotowaliśmy, ale od jakiegoś już czasu aktywnie towarzyszy nam w planowaniu wycieczek.
ORGANIZACJA
Dostaję często pytanie, jak w ogóle organizujemy takie wyjazdy, dlatego chciałabym w tym wpisie wspomnieć także o tym, aby ułatwić planowanie innym rodzicom. Kiedy wybierzemy już miejsce, do którego chcemy polecieć lub pojechać, wybierzemy termin i kupimy bilety samolotowe, podejmujemy szereg kolejnych kroków.
1. ZAKŁADAMY GRUPĘ NA WHAT’S APPIE.
Do grupy należę ja, mój mąż i Oskar. Tytułem grupy jest nazwa miejsca, do którego lecimy/jedziemy (w tym wypadku była to oczywiście „Malta”). Umieszczamy tam wszelkie informacje, związane z tą podróżą, aby były one zawsze pod ręką (jak terminy, adresy noclegów, propozycje miejsc do zwiedzenia, print screeny ciekawych informacji o Malcie itd). Dzięki temu nie musimy szukać konkretnych informacji po cały telefonie.
2. SZUKAMY GRUP NA FB, ZWIĄZANYCH Z DANYM MIEJSCEM.
Dołączyliśmy zatem do kilku grup (nie za dużo, myślę, że 3 to max, żeby nie zaśmiecać sobie telefonu), w których w nazwie znajduje się Malta – w stylu „Malta dla podróżników”, itd. Dzięki temu przybliżamy sobie temat Malty, zasad tam obowiązujących, ciekawostek, ważnych informacji przed wyjazdem (jak choćby fakt, że lepiej wypożyczyć auto niż poruszać się tam autobusami), od której firmy wypożyczającej auta trzymać się z daleka, a która jest godna polecenia, itd. W lupce szukamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania, a jeśli ich nie znajdujemy, pytamy sami.
3. OGLĄDAMY FILMY TEMATYCZNE NA YT.
Oglądamy filmy nie tylko o tym, co warto zwiedzić (różnych youtuberów, bo dla każdego jednak co innego jest ważne, choć zawsze istnieje pula miejsc, które są wręcz konieczne do zobaczenia). Na tej podstawie analizujemy, co my chcielibyśmy zwiedzić i ustalamy jakiś harmonogram. Na YT jednak oglądamy także filmy opowiadające o historii danego miejsca i o panujących w nim zwyczajach (zwłaszcza gdy kraje te są bardzo inne od znanej nam Polski, jak to było chociażby w Maroku). Dzięki temu dowiedziałam się, że Malta nie jest krajem rolniczym ze względu na brak rzek i słone wody ją otaczające, a w sytuacji, kiedy nie jadam mięsa ani węglowodanów typu pizza czy frytki, mógłby to być problem. Na szczęście trafiłam na film dwóch wegetarianek o jedzeniu na Malcie dla wegetarian, co znacznie mnie uspokoiło. Jest to bezcenny czas, wręcz obowiązkowy.
4. REZERWUJEMY NOCLEG.
Na podstawie obejrzanych filmów rozpoczynam proces szukania noclegu na znanym portalu do tego przeznaczonym (chętnym podam nazwę w wiadomości prywatnej, tu nie chcę lokować produktu 😉). Opieram się zawsze na naszych potrzebach – w każdym miejscu są nieco inne. Ustalamy wspólnie, co jest dla nas ważne przy wyborze noclegu.
5. REZERWUJEMY AUTO.
Jeśli istnieje taka potrzeba, rezerwujemy auto, które odbieramy na lotnisku (chyba że jest to wycieczka do Barcelony, Aten czy Liverpoolu, po których poruszaliśmy się pieszo i metrem). Lecąc jednak na Maltę, którą chcemy zwiedzić z dołu do góry (z dołu, bo tam właśnie mieliśmy wynajęte mieszkanie) łącznie z dwiema wyspami, przy komunikacji miejskiej, która działa jak ma ochotę i nie dociera w każde miejsce, do którego my chcemy dotrzeć, auto jest koniecznością. Mój mąż wcześniej sprawdza opinie w grupach na FB oraz rozmawia z innymi turystami, która firma godna jest zaufania.
6. USTAWIAM WIDŻET POGODOWY.
Na swoim telefonie na pulpicie ustawiam widżet pogody w danym miejscu, aby widzieć na bieżąco, jak zmienia się tam pogoda, a kiedy termin wylotu się zbliża, sprawdzam pogodę długoterminową na najbliższy tydzień, by zorientować się, na jaki rodzaj ubrań postawić. Dzięki temu do Maroka wzięłam gruby sweter (wieczory w grudniu w Maroku są bardzo zimne, około 7-8 °C) i nie cierpiałam z powodu chłodu. Jeśli chodzi o Maltę, nie zwracałam niestety uwagi na wiatry, które w porywach sięgały 67km/h i zdmuchiwały także nas… Przez te wiatry temperatura odczuwalna była nieco niższa niż ta na termometrach. Nauczka dla mnie na przyszłość, by zwracać uwagę na wszystkie elementy pogody.
TRANSPORT
Na Maltę lecieliśmy samolotem. Wylot mieliśmy o godzinie 11:15, na lotnisku zwykle jesteśmy 2h przed wylotem, a auto zostawiamy na niedużym prywatnym parkingu nieopodal lotniska. Z parkingu mamy transfer busem pod salą halę wylotów i tak samo jesteśmy odbierani przez właścicieli busem z hali przylotów po urlopie i transportowani na parking, gdzie czeka na nas auto. Już trzeci raz korzystaliśmy z takiej opcji i doskonale się to u nas sprawdziło.
My latamy właściwie cały czas Ryanairem. Póki co nie było konieczności zmiany linii lotniczych, dlatego trzymamy się sprawdzonej. Ryanair jest ciasny i żeby nie ryzykować, iż nie będziesz siedzieć koło swojego dziecka, musisz zarezerwować konkretne miejsce w samolocie (dopłacając do biletu zdaje się 30 zł), ale jego ogromnym plusem jest to, że dociera w naprawdę wiele miejsc.
Lot na Maltę trwał 2,5h.
Na miejscu wynajęliśmy auto. Na Malcie ruch jest lewostronny (ze względu na jego historię i oblężenie angielskie, na Malcie znajduje się wiele pozostałości po Anglikach).
Malta oferuje komunikację miejską i kartę terminową Tallinja Card, którą możesz kupić zamiast płacenia za każde wejście do autobusu. Jednak z każdej strony dochodziły do nas słuchy, że autobusy nie jeżdżą zgodnie z rozkładem i nie docierają do wszystkich ciekawych miejsc na Malcie. Co prawda Malta jest mała i na dobrą sprawę można zwiedzić ją piechotą, jeśli ktoś ma wybitną kondycję 😁, jednak umówmy się – to wszystko zajmuje sporo czasu, który możesz przeznaczyć na odwiedzenie innego ciekawego miejsca. Jeśli planujesz zwiedzać same duże miasta, komunikacja miejska Ci wystarczy. Jeśli jednak interesują Cię także klify czy małe miasteczka i wioski nadmorskie, auto jest niezastąpione.
BAGAŻ
Na Maltę, lecąc w kwietniu, nie potrzebowaliśmy dużego bagażu. Trzy baraże podręczne i jeden wspólny nad głowę w samolocie w zupełności wystarczył. Uczy to też nie brania wszystkiego, co popadnie, a segregacji rzeczy na te ważne i potrzebne oraz na te niepotrzebne.
CO ZWIEDZALIŚMY
Jeśli chcesz zwiedzać całą wyspę i wejść prawie do wszystkich atrakcji, warto rozważyć kartę turystyczną Heritage Malta. Na oficjalnej stronie możesz wybrać kilka dostępnych opcji tej karty, jednak trzeba ją kupić z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, aby dotarła do Twojego domu przez wylotem. Istnieje chyba opcja,bze dostarczą Ci ją do hotelu, w którym zamieszkasz na te kilka dni na Malcie, ale wówczas musicie być dostępni w dniu wizyty kuriera.
Jeśli interesują Cię niektóre atrakcje popularne i wiele mniej popularnych, warto je zwiedzić na własną rękę. My wyliczyliśmy, że kupno karty turystycznej wyszłoby nas dużo drożej niż osobne opłaty miejsc, do których chcieliśmy wejść, dlatego nie zdecydowaliśmy się na tę kartę.
Poniżej zostawiam Ci dziennik z naszej podróży, który pisałam dzień po dniu, opisując, gdzie byliśmy i jakie mamy spostrzeżenia 🙂. Myślę, że będzie to bardzo dobre źródło wiedzy o podróżowaniu z dziećmi i nie tylko. 🙂
Przyjemnego czytania!
DZIENNIK Z PODRÓŻY NA MALTĘ
🌿 DZIEŃ 1 – Sobota
LOTNISKO
Na lotnisku we Wrocławiu jesteśmy zwykle dwie godziny przed czasem, aby na spokojnie się odprawić i poczekać bez pośpiechu na samolot. Tak też zrobiliśmy tym razem. Wbrew pozorom, czas na lotnisku mija bardzo szybko. Kilka spacerków, zjedzenie śniadania, obserwowanie lądujących i startujących samolotów… i zaraz przychodzi czas, aby ustawić się w kolejce do wyjścia na płytę lotniska.
Na Maltę wzięliśmy (poza trzeba podręcznymi plecakami) jeden dodatkowy, co automatycznie sprawiło, że mąż wchodził do samolotu jako Prioryty, zabierając ze sobą oba zarejestrowane na niego bagaże. Ja z Oskarem i naszymi dwoma plecakami staliśmy w normalnej kolejce. Tej długiej 😉.
Wylądowaliśmy na Malcie o czasie (mimo 10-minutowego opóźnienia przy starcie). Lot trwał 2h i 37 minut. Samolot pilotowała pani pilotka, Polka – pierwszy raz mieliśmy okazję lecieć samolotem pilotowanym przez kobietę, a trochę tych lotów za sobą mamy 🙂.
Maltańczycy na wszystko mają czas, musisz to wiedzieć 😉. Nie do końca też na znaczenie, na co dokładnie się umawialiście. Trzeba się przestawić na ten tryb i po prostu usiąść i poczekać. Zarezerwowaliśmy czerwonego peugeota, który miał na nas czekać naprzeciw wyjścia z budynku lotniska. Nie było nikogo. Mąż zadzwonił do nich i przekazali mu informację, by szukał żółtego peugeota. Nie znaleźliśmy 😉. Za to pan znalazł nas podjeżdżając do wyjścia z budynku białym citroenem, mimo że chwilę wcześniej wysyłał zdjęcie żółtego peugeota, który na nas czekał 😉.
Wszystko to oczywiście odbyło się z uśmiechem i na luzie. Bo po co stresować się takimi głupotami? Pan pokazał nam obicia, odłamania i inne uszkodzenia auta, dokonane przez poprzednich wypożyczających, abyśmy wiedzieli, do jakiego auta wsiadamy i że to nie my dokonaliśmy tych uszkodzeń. Objaśnił, jak jeździć lewą stroną ulicy, ale to wychodzi tak naprawdę dopiero w praniu, i w końcu ruszyliśmy.
Najpierw do Lidla po zakupy, a potem do mieszkania, które wynajęliśmy.
NOCLEG
Nigdy dotąd nie korzystaliśmy z biur podróży, każdy wyjazd organizując sobie samemu od a do z. Niezależnie, czy była to Afryka (Maroko) czy też Azja Mniejsza (Jordania, do której loty nam odwołano, ale jednak wyjazd został przez nas samodzielnie zorganizowany).
Malta nie jest wyjątkiem – czym się różni od innych europejskich krajów, będących w Unii Europejskiej pod tym względem? Rezerwacja mieszkań jest wszędzie taka sama.
Zawsze rezerwujemy mieszkania, by mieć normalną kuchnie, sypialnie i osobny niezależny dostęp do lokum. Dodatkowo mieszkając w bloku mieszkalnym mamy wrażenie, jakbyśmy nie byli turystami tylko mieszkańcami danego miejsca, zwłaszcza mijając się z innymi sąsiadami 🙂.
To mieszkanie, w którym zamieszkaliśmy, jest typowe dla Malty – długie i wąskie. Dokładnie jak uliczki tego kraju, w którym na każdym kroku czuje się starożytne klimaty.
Już nawet widok z tarasu wychodzi nam na przepiękny budynek, może starożytny, może nie, ale na pewno na taki wyglądający.

Nasze mieszkanie ma 80 metrów kwadratowych, dwa tarasy, dwie sypialnie, kuchnię z salonem, łazienkę z toaletą i bardzo duży i długi korytarz.
MARSAXLOKK
Nasze mieszkanie znajduje się w starej rybackiej wiosce na południu Malty, Marsaxlokk. Nie jest duża, przez co też nie ma tutaj tłumów, a wieczorny spacer wzdłuż linii brzegowej wioski,va właściwie zatoki był czystą przyjemnością.
Marsaxlokk oferuje kilka miejsc do zwiedzenia, połowa z nich to kościoły, jako że Maltańczycy są bardzo, ale to bardzo katolickim krajem.
Idąc wzdłuż linii brzegowej można natomiast dotrzeć do innego charakterystycznego miejsca, a mianowicie Wieży Vendome.

Jest to rodzaj szańca w stylu tour-reduit (z francuskiego “wieża-reduta”), czyli reduta zbudowana w formie wieży. Reduty budowane były od XVI w. do początku I wojny światowej. W jej murach znajdowały się podłużne otwory strzelnicze, które muszkieterów służyły do obrony.
Wieża Vendome została zbudowana w 1715 r. przez Zakon Maltański. I choć na Malcie znajduje się wiele fortyfikacji Zakonu, to tour-reduit zachowała się tylko ta jedna. Dzisiaj jest siedziba klubu piłkarskiego Marsaxlokk FC i można oglądać ją ja efynie z zewnątrz . Dla fanów piłki nożnej – tych małych i większych – może być ciekawą atrakcją podczas takiego spaceru.
To, co może zainteresować młodsze dzieci, to piękne, niebiesko żółte, charakterystyczne dla Marsaxlokk łodzie luzzu, na których rybacy umieścili oko Horusa, aby opiekował się nimi podczas wypływu na połowy.
W niedziele rano odbywa się tu targ rybny, co planujemy zobaczyć.
OD MAMY
W kwietniu wieczoru są dosyć chłodne, polecam więc na wieczorny spacer założyć coś ciepłego, inaczej skończy się szybko.
W Marsaxlokk jest wiele różnych restauracji, ale w tym najpopularniejszym miejscu zatokowym, portowym nie ma sklepów. Jeśli nie chcecie korzystać z restauracji, zaopatrzcie się w swoją wodę czy prowiant, lub po prostu udajcie się w głąb wioski.
🌿 DZIEŃ 2 – Niedziela
MARSAXLOKK – TARG RYBNY
Marsaxlokk to wioska rybacka, dlatego targ rybny nikogo nie dziwi. Co niedzielę rano rybacy zbierają się przy porcie i wystawiają się ze swoimi łowami. Przybyliśmy na targ około godziny 9 rano. Wg przewodników na targu o tej godzinie wystawiają due jedynie rybacy, jednak możliwe, że było tak kiedyś. Teraz bowiem obok stoisk rybaków spotkasz też stoiska ze słodyczami, ubraniami, obrusami, torbami, czy innymi drobiazgami.
Ciekawie było przejść się i obejrzeć przede wszystkim owoce morza czy ryby.
WYSPA COMINO
Płynie się na nią średniej wielkości łodzią około 15-20 minut. Comino widać już z Malty, więc nie jest to zbyt duża odległość. Po drodze przewodnicy podpływają do jaskiń wydrążonych przez wodę w skale – widoki nieziemskie i bardzo uruchamiające wyobraźnię.
Ostatecznie wpłynęliśmy do zatoki, zwanej Blue Lagoon, niezwykłego lazurowego zagłębienia między wzniesieniami z rzeczywiście błękitną i niesamowicie czystą wodą. Tak czysta, że pływały w niej meduzy.
Przez większość pobytu Oskar przebywał w wodzie, ratując meduzy, które prąd zniósł na plażę, lub po prostu szukając ich w wodzie (co też trudne nie było). Plaża jest malusieńka, okupują ją przede wszystkim dzieci i ich opiekunowie, reszta turystów – głównie dorosłych – okupowała stoiska z przekąskami.
Wbrew pozorom z głodu tu nie umrzesz 🙂. Jest tu około 10 budek – z masą owoców (owoce pokrojone na kawałki i zapakowane w plastikowe sporej wielkości kubki, ananasy), z fastfoodami (frytki, pizza, hamburgery), ale też z sałatkami warzywnymi (z kurczakiem, tuńczykiem itd). Największą atrakcją są wydrążone ananasy z wkładką – nie próbowałam, czy to sam sok ananasowy czy może z prądem 😉.
IL-KALANKA
Po powrocie z Comino wybraliśmy się do lazurowej zatoki nieopodal naszego miejsca zamieszkania, Il Kalanka. Miejsce jest niezwykłe, woda turkusowa i niesamowicie czysta, a widoki z góry zapierające dech. Il Kalanka to zatoka w kształcie trójkąta wbijającego się w ląd, wyglądająca tak, jakby ktoś oderwał trójkątny kawałek skały. Schodzi się tam w dół dosyć ostrym zboczem w prawo lub lewo, a każda z obu części trójkątnej zatoki ma swój niepowtarzalny urok. Skalne półki wyżarte są przez wpływające na nie morskie wody, gdzieniegdzie widać dziury, z których po wyparowaniu wody pozostała jedynie sól. To miejsce to jedno wielkie wow! Oskar jest tym miejscem zachwycony!
OD MAMY
Wyspa Comino to raj z lazurową przezroczystą wodą, ale też wzniesieniem dosyć niebezpiecznym, wzdłuż którego poustawiane są budki z jedzeniem. Uwaga na maluchy, które niepostrzeżenie mogą spaść, co skończy się tragedią. Najlepiej trzymać malucha od wewnętrznej strony, a samemu iść bliżej krawędzi.
Na wyspie jest dużo budek z jedzeniem – znajdzie się tu niezdrowe fast foody (jak pizza, frytki, burgery), ale też wartościowe dania (jak sałatki owocowe czy warzywne z dodatkami). Koszt sałatek warzywnych to od 8 do 11 euro, koszt sałatek owocowych to koszt 3 euro. Naprawdę warto zainwestować w swoje zdrowie 🙂. Taka rada od mamy pielęgniarki i psychodietetyka w jednym 🙂.
Jeśli chodzi o Il Kalankę – zalecałabym nie puszczanie dłoni malucha, inaczej istnieje ryzyko zjechania po zboczu w dół, a w zależności od tego, w którym miejscu, możliwe że także prosto do głębokiego morza. To miejsce, choć przepiękne, jest też bardzo niebezpieczne i trzeba mieć oczy szeroko otwarte także przy starszych dzieciach. 🙂 Na pewno jednak warto zobaczyć to urokliwe miejsce.
🌿 DZIEŃ 3 – Poniedziałek
VALLETTA
Valletta to stolica Malty, która tego dnia była obiektem naszego zainteresowania. To najbardziej na południe wysunięta stolica europejska. Jej nazwa pochodzi o nazwiska Jean’a Parisot de la Valette, za sprawą którego powstało to miasto, nazywana jest też “muzeum pod gołym niebem”, ponieważ każda część tego starego miasta to zachowana w doskonałym stanie oryginalna budowla. Wpisana jest też na listę UNESCO.
Po Valletcie chodzi się jak po wzgórzu, którym niegdyś była, zanim powstał tu pierwszy budynek i mury obronne. Jest tu masa schodów, prowadzących to w górę to w dół. Twórcy Valletty nie mieli zbyt dużo czasu, by wyrównać teren wzgórza Sciberras i zbudować płaskie miasto, obawiając się ponownego najazdu Turków, stąd niezwykłe położenie tego miasta.
Znajduje się tu 12 kościołów, jako pozostałość po Zakonie Maltańskim, który zasiedlał Vallettę wieki temu, 5 zajazdów, także jako pozostałość po Zakonie, 3 pałace, place, forty, ogrody (Górne i Dolne Ogrody Barrakka), muzea, teatry, kina, biblioteka i wiele innych.
My zaczęliśmy od Górnych Ogrodów Barrakka, skąd mieliśmy oglądać salwę armatnią, która odbywa się tu w samo południe. Jest to widowiskowe przedstawienie, choć dosyć głośne. Zaraz po wybuchu, w powietrzu unosi się zapach prochu. Warto obejrzeć, a żeby faktycznie to zobaczyć, trzeba być przy balkonach ogrodów sporo przed czasem. Inaczej ogląda się tylko głowy stojących przed nami. 😉
Po salwie wybraliśmy się na przejażdżkę windą do dolnej części Valletty, podziwiając po drodze niezwykłe widoki z bardzo wysoka, by zaraz potem wjechać windą z powrotem na górę (koszt to 1 euro od osoby).
Z Górnych Ogrodów Barrakka wybraliśmy się spacerkiem – góra dół – w stronę części Valletty najbardziej wysuniętej w morze. Ulice są tam bardzo wąskie. Turystom nie wolno wjeżdżać do miasta, chyba że wynajmują w Valletcie pokój czy mieszkanie. Sam spacer był bardzo przyjemny, a przyglądanie się dekoracjom domów, charakterystycznym wykuszom czy pięknym drzwiom było bardzo zajmujące.
Podczas spaceru po mieście zjedliśmy smaczny obiad w małej restauracyjce będącej także czymś w stylu galerii obrazów (sałatki z dodatki), a potem udaliśmy się do Muzeum Archeologicznego, aby obejrzeć tutejsze zbiory i poznać historię Malty.
Muzeum Archeologiczne w Valletcie jest niesamowite – ogrom informacji, artefaktów zapiera dech. Poznaliśmy też kilka informacji o Ggantiji, do której wybierzemy się przy okazji wycieczki na wyspę Gozo.
Na koniec usiedliśmy w kawiarence na lody i kawę. Za naszymi plecami tętniło życie Valletty, bardzo bogate, pomimo kwietnia. Można wejść w jazdę miejsce i zobaczyć każdy kościół czy muzeum. My jednak bardziej stawiamy na najważniejsze dla Oskara atrakcje, zwłaszcza pod kątem edukacyjnym, a także na doświadczaniu życia w danym miejscu, bez stresu i pośpiechu. I tak właśnie zrobiliśmy w Valletcie 🙂.
TRÓJMIASTO – BIRGU/VITTORIOSA, BORMLA/COSPICUA, L-ISLA/SENGLEA
Nie zwiedziliśmy Trójmiasta – obejrzeliśmy je jedynie z Górnych Ogrodów Barrakka. Wbijanie się autem w zatłoczone miasta uznaliśmy za zbyteczne, stawiając raczej na szwędanie się po Valletcie. Omówiliśmy sobie tylko, gdzie leżą poszczególne miasta i podglądaliśmy z góry, jak wyglądają.
OD MAMY
Do Valletty warto wybrać się przed południem, aby zdążyć na salwę i aby w spokoju pospacerować po mieście. Im bliżej południa tym więcej turystów. Latem jest tam na pewno mega tłoczno. Polecamy pobliski parking, z kilkoma piętrami dostępnymi dla turystów MCP Floriana – dzięki temu nie będziecie musieli szukać miejsca parkingowego, a odległość do głównej bramy Valletty to rzut beretem.
Chodzenie po schodach Valletty jest dosyć wymagające, jeśli więc masz trudności w chodzeniu lub poruszasz się na wózku (albo go prowadzisz z maluchem w środku), miejscami konieczne będzie chodzenie po ulicy. Polecam raczej nosidełko niż wózek w przypadku dzieci.
Najwięcej ludzi znajduje się przy głównej ulicy, prowadzącej od głównej bramy miasta. Turystów nie ma za bardzo w bocznych uliczkach, ale też jakość chodników czy ulicy jest też zupełnie inna.
Tak czy inaczej miasto zwiedzić polecam – ogromne wrażenie robią mury obronne widoczne choćby z zewnątrz.
🌿 DZIEŃ 4 – Wtorek
WYSPA GOZO (RABAT – VICTORIA CYTADELLA, GGANTIJA, PLAŻA RAMLA BAY)
Na Gozo popłynęliśmy z północy Malty z miejscowości Ćirkewwa do miejscowości Mgarr dużym promem, zabierając za sobą auto. Trwało to około 25 minut. Pomimo ogromnego wiatru, w porywach do 67km/h przebywając w środku statku w ogóle się tego nie czuło. Stojąc przy burcie można było jednak stracić czapki czy szale.
Gozo nie jest dużą wyspą. Znajduje się na niej całkiem sporo różnych atrakcji, ale w moim odczuciu nie ma sensu przeznaczyć całego dnia na zaliczanie wszystkiego po kolei (chyba że wykupiliście sobie karty Heritage Malta, która obejmuje wejścia do różnych miejsc (zależy od tego, który rodzaj karty wybraliście). Wówczas szkoda by było zmarnować takie wejście 🙂.
My postawiliśmy na Cytadelę w stolicy Gozo, Rabacie, na megalityczną świątynię Ggantija i plażę Ramla Bay.
Pierwszym miejscem, które postanowiliśmy zobaczyć, było starożytna megalityczna świątynia Ghantija. Jej nazwa nawiązuje do gigantów, którzy wg legendy, wnosili olbrzymie bloki jeden na drugi, tworząc tę wielką budowlę.
Wejście na teren budowli poprzedza część informacyjna, muzealna z całą masą ciekawostek o tym miejscu, artefaktów odnalezionych na tym terenie, ale także opowieści o byłych mieszkańcach Ggantiji, stworzonych na podstawie wykopalisk. Jakie ozdoby nosili dawni mieszkańcy tych terenów, jakie ubrania, jak wyglądali (na podstawie odnalezionej kobiecej czaszki, po nałożeniu na nią mięśni i skóry, ukazała się nam piękna kobieca twarz). Dowiadujemy się także, co jeśli ci ludzie. W specjalnym lustrze można także ubrać ozdoby i włosy dawnych mieszkańców i zobaczyć w nich siebie 🙂. Świetna zabawa i dla małego i dla dużego zwiedzającego, nie wspominając o ogromie wiedzy, jaką dziecko (i dorosły) przyswaja w tak kreatywny sposób.
Sam teren budowli nie jest duży, mimo to robi wrażenie ogromem olbrzymich kamieni. Jak zostały przetransportowane w to konkretne miejsce? Jak postawione jeden na drugim poziomie lub pionowo? Mimo że mieszkańcy stworzyli to miejsce 3500 lat p.n.e., to wciąż nie mamy pewności, jak tego dokonali. Są pewne przypuszczenia – odpowiedź znajdziecie w części muzealnej Ggantiji 🙂.
Po zwiedzeniu tego niezwykłego miejsca udaliśmy się do stolicy Gozo, Rabatu, 2 centrum którego znajduje się olbrzymią forteca, Cytadela.
Wejście do Cytadeli jest bezpłatne, płatny 2 euro jest parking tuż obok. Cytadela to fortyfikacja, znajdująca się w centrum Rabatu, górująca nad miastem. Wchodząc na mury Cytadeli można obejrzeć panoramę wyspy rozciągającą się w kilometrach. Jej położenie miało znaczenie dla pierwszych mieszkańców tego terenu. Od 1998 r. Cytadela znajduje się na maltańskiej liście UNESCO.
Sam Rabat, zwłaszcza w centrum przy Cytadeli, jest miastem hałaśliwym, ciasnym, pełnym ludzi. Pełno tu kawiarenek, restauracji, pizzerii. W jednym z tych miejsc zjedliśmy pyszne sałatki, a następnie przeszliśmy do kawiarenki, zrobionej w stylu angielskiego pubu, gdzie zjedliśmy lody i wypiliśmy kawę mrożoną.
Ostatnim naszym punktem była plaża Ramla Bay, przy której wg legendy rozbił się statek Odyseusza. Nieopodal znajduje się jaskinia, w której Odyseusz był więziony przez nimfę Kalipso przez siedem długich lat. Mamy tutaj piękne nawiązanie do lektury szkolnej i możliwość pobycia na tej niezwykłej plaży, która wygląda, jakby morze wyrzuciło na nią tysiące kości. Do samej jaskini i tarasu widokowego nie można w tej chwili dotrzeć, ponieważ był zamknięty, a jaskinia zawalona. Nic jednak straconego, myślę, że już sama obecność na plaży może pobudzić wyobraźnię.
OD MAMY
Malta jest bardzo wietrznym krajem, zapewne że względu na otaczające ją wody. W każdym momencie trzeba być przygotowanym na to, że przez silniejsze porywy wiatru (dziś osiągały 67km/h) odczuwalna temperatura może być niż podana na termometrze. Wiatr bywa tak filmy, że zrywa czapki z głów i podnosi spódnice 🙂. Małe dzieci może bez problemu przewrócić, trzeba więc mieć na nie oko wszędzie, zwłaszcza w takich miejscach jak prom czy wieże Cytadeli. Na promie warto po prostu wejść pod pokład i usiąść przy stoliku. Warto też zasłonić uszy.
🌿 DZIEŃ 5 – Środa
Do Mdiny z naszego miejsca zamieszkania w Marsaxlokk jedzie się około pół godziny. Rano jednak wybraliśmy się po raz kolejny do Il Kalanki (codziennie wpadamy tam na chwilę), aby zobaczyć, jak wygląda tam klimat przed południem.
Tym sposobem, w tłoku innych aut, do parkingu między Mdiną i Rabatem, które zaplanowaliśmy na dziś, dotarliśmy koło południa. Jeden z dwóch większych tu parkingów był zajęty, ale pan parkingowy przyblokował nam miejsce po innym odjeżdżającym, i w końcu udało się zaparkować.
Pierwsze kroki skierowaliśmy do restauracji, aby zjeść porządny posiłek przed zwiedzaniem Mdiny, “Miasta Ciszy”, oraz katakumb w Rabacie. Po raz kolejny na talerze wskoczyły sałatki 🙂.
KATAKUMBY W RABACIE
Katakumby św. Pawła to grobowce wczesnochrześcijańskie, z okresu I-III w. ne, a podobno chowano tam ludzi nawet w IV w. ne. Skąd taka nazwa i co ma z tym miejscem wspólnego Paweł? Według legendy podczas podróży z Krety do Rzymu po tej stronie Malty rozbił się statek sw. Pawła, który nieopodal katakumb spędził 3 miesiące. W Rabacie znajdziecie wiele miejsc, w której nazwie znajduje się Paweł. Plac sw. Pawła, kawiarnie nawiązujące do Pawła, sklepiki czy restauracje.
Same katakumby zrobiły na nas ogromne wrażenie. W części poprzedzającej zwiedzanie naturalnie znajduje się pomieszczenie informacyjne, dzięki któremu mogliśmy się dowiedzieć, jak wyglądały pochówki w tamtych czasach.
Samo zejście do katakumb wiąże się z większym chłodem i ciasnotą. Nie jest to zatem miejsce dla każdego. Na dole jest ciemno, s mrok rozpraszają żółte lampki, poustawiane gdzieniegdzie. Po chwili wzrok przyzwyczaja się do mroku, jednak na początku może być mało komfortowo.
MDINA – ŚREDNIOWIECZNE MIASTO
Mdina przywitała nas deszczem, na szczęście jednak wystarczyło założyć kurtki przeciwdeszczowe i można było spacerować po tym średniowiecznym miasteczku, praktycznie nietkniętym zębem czasu. Otoczone wysokim murem obronnym, umieszczone na wzgórzu było bezpiecznym schronieniem przed atakami. Z murów roztacza się niezwykły widok na okolicę.
My obeszliśmy miasto dookoła i nie wchodziliśmy do Muzeów czy innych atrakcji. Samo przebywanie w tym mieście, nazwanym “Miastem Ciszy” ze względu na brak możliwości wjeżdżania tam obcych aut (te nieliczne, które tam się znajdowały lub przejeżdżały obok należały zapewne do mieszkańców, których jest tam podobno około 300 albo do właścicieli lokali) było atrakcją samą w sobie.
To właśnie w Mdinie nagrywano fragment filmu Gry o Tron, kiedy Lady Catelyn z Sir Roderickiem przejeżdżają przez bramę główną Mdiny.
OD MAMY
Uliczki Mdiny są wąskie i śliskie, zwłaszcza w deszczu, trzeba więc być naprawdę ostrożnym.
Zejście do katakumb wymaga ostrożności, podobnie jak poruszanie się w środku wąskimi korytarzami – czasem także po schodach. Jest tam dosyć ciemno i ciasno, zatem osoby z klaustrofobią mogą mieć problem. W kilku miejscach znajdują się tak zwane Panic Button, w razie gdyby jednak w środku dopadła Cię panika.
Jeśli jednak nie przerażają Was ciasne korytarze, polecam zdecydowanie obejrzenie tego miejsca. Być może inne katakumby są lepsze lub ciekawsze, dla nas wizyta w tych w Rabacie była pierwszą taką wizytą i uważam, że warte są obejrzenia.
🌿 DZIEŃ 6 – Czwartek
HAGAR QIM i MNAJDRA
To kolejne megalityczne budowle na terenie Malty, których jest tutaj ogrom, a każda w jakiś sposób wyjątkowa. My w sumie zobaczyliśmy trzy.
Tak naprawdę do końca nie wiadomo, czemu miały służyć, przypuszcza się jednak, że były to świątynie. To tutaj ludzie gromadzili się i świętowali przesilenia czy równonoce, co może sugerować ułożenie kamieni i kąt padania promieni. Celem przypominają poniekąd Stonehenge, jednak sam styl budownictwa jest nieco inny i zdecydowanie wart zobaczenia.
Podobnie jak w przypadku Ggantiji, wejście na teren świątyń poprzedzało muzeum, w którym zebraliśmy informacje na temat tego miejsca, a następnie udaliśmy się do pierwszej budowli. Hagar Qim, ukryta pod olbrzymim namiotem, zapewne aby uchronić turystów przed palącym słońcem, górowała nad zwiedzającymi. Układ wewnętrznych pomieszczeń przypominał te z Ggantiji, pojawiały się jednak między nimi różnice.
Być może dla osoby, która nie pasjonuje się archeologią, będzie to kolejny stos olbrzymich kamieni, jednak w moim odczuciu pokazanie dziecku tych trzech budowli pozwoli wytworzyć w mózgu odpowiednie ścieżki, dzięki którym kiedyś, czytając w podręczniku o starożytnych budowlach sprzed kilku tysięcy lat przed naszą erą, będzie mógł, nawet podświadomie, wyobrazić je sobie. Budowle te są starsze niż piramidy egipskie, co może być zaskoczeniem dla wielu dorosłych. Jest niezwykłą spuścizną po starożytnych mieszkających tu ludziach.
Idąc dalej za Hagar Qim znajduje się ścieżka, prowadząca do Mnajdry, drugiej budowli na tym terenie. Po lewej stronie rozpościerał się niezwykły widok szerokiego morza z maleńką wysepką o nazwie Filfla. Błękit wody mienił się srebrem w promieniach słońca, a w naszą stronę biły wielkie podmuchy wiatru. Niezwykły nadmorski klimat, niesamowita cisza, w której słychać było jedynie świsty wiatru. Szeroka przestrzeń, wypełniona jasnymi kamieniami i kępami roślin, które były w stanie przetrwać taką suszę i wiatry, zapraszała do spacerów.
Dlatego po zwiedzeniu Mnajdry, dobiliśmy w jedną z proponowanych ścieżek wśród dzikiej natury tego regionu i zeszliśmy zboczem na klify. Nad samym urwiskiem stała wieża, a tuż obok niej można było zobaczyć wyłaniające się z morza skały z wydrążonymi między nimi przejściami, obmywanymi przez spore fale.
Idealne miejsce do zatrzymania się 🙂. I pomyślenia o własnym życiu w spokoju.
Tą ścieżką wróciliśmy na parking, krążąc między kamieniami i kępami niemal pustynnych roślinności. Panuje tu klimat subtropikalny typu śródziemnomorskiego, czyli znajduje się w strefie klimatu podzwrotnikowego. W porze suchej rośliny są żółtawe, wysuszone. Bujnie rozkwitają wczesną wiosną, zazieleniając się. Przeważają tutaj palmy i drzewa iglaste, trawy i niskie krzewy oraz zarośla. Gdzieniegdzie zakwitnie kwiat, jednak nie jest on stałym elementem krajobrazu.
BLUE GROTTO
Wracając w stronę Marsaxlokk, w którym mieszkamy, zatrzymaliśmy się na tarasie widokowym na Blue Grotto. Osoby, chcące przepłynąć się łódką z przewodnikiem przy samych jaskiniach, mogą zejść w dół do przystani. Nam jednak w zupełności wystarczył widok z góry.
Blue Grotto to naturalnie powstała jaskinia, wydrążona przez fale morskie, przy której woda jest tak czysta, że przybiera niebiesko zielonkawy kolor. Od tej wody właśnie powstała nazwa Blue Grotto.
PRETTY BAY
Kolejnym miejscem na naszej trasie była plaża Pretty Bay w miejscowości Il-Brolli. Zaczęliśmy od obiadu, a następnie udaliśmy się na złotą czystą plażę z akwamarynową wodą. W kwietniu woda w morzu jest chłodna, zwłaszcza przy takim zachmurzeniu, jakiego dziś doświadczyliśmy. Wczorajszy deszcz i dzisiejsza wilgotna pogoda na południu wyspy nie nastrajają wakacyjnie. Oskar zatem nie pokorzystał dziś z morza i pluskania się. W którymś momencie zaczęło kropić, więc wróciliśmy do auta i do domu.
OD MAMY
Dochodzę dziś do pewnych wniosków. Mianowicie na przyszłość będę pamiętać, by dokładniej sprawdzić typ klimatyczny danego miejsca i że na małych wyspach temperatury są niższe niż na większych, a wiatr może być silniejszy.
🌿 DZIEŃ 7 – Piątek
POPEYE VILLAGE
To sławna wioska, wybudowana specjalnie na potrzeby filmu “Popeye – The sailor man”, sławnej w latach osiemdziesiątych. Główną rolę marynarza Popeye grał Robin Williams.
Ponieważ bilety kosztują 15 euro od osoby (od 3 rż), a w samej wiosce niewiele jest ciekawych atrakcji dla dzieci, jeśli nie jest się pasjonatem tego filmu, podjęliśmy w ostatniej chwili decyzję, że obejrzymy Popeye Village z tarasu widokowego. Zapewne pasjonaci filmu poczują się jak na planie filmowym, my jednak zupełnie nie znaliśmy “Popeye”, dlatego aż takiego wrażenia to miejsce na nas nie zrobiło.
Natomiast zatoka, przy której mieści się ta filmowa wioska, zdecydowanie tak! Piękna, turkusowa woda aż zapraszała do zejścia do niej. Niezwykłe jest to ma Malcie, że wszędzie, nawet w portach, woda się po prostu przezroczysta. Choćby dla danego widoku warto tutaj przyjechać i obejrzeć z góry zarówno zatokę, którą Popeye wpłynął z otwartego morza do wioski, jak i wioskę, jeśli nie zamierzacie do niej wejść.
ST. PAUL’S BAY
W drodze do Saint Paul’s Bay zatrzymaliśmy się przy plaży Ghadira Bay, bardzo długiej, w kwietniu mało obleganej, z akwamarynową wodą i sypkim piaskiem. Słońce ostro paliło, a to, czego mi brakowało, to skrzeku mew, których chyba na Malcie w ogóle nie ma – ani jednej nie widzieliśmy podczas tygodniowego pobytu na tej wyspie.
Po godzinnej zabawie na plaży i w wodzie, poszliśmy na obiad, a następnie wsiedliśmy do auta, by odwiedzić podobno najbardziej oblegane miejsce rozrywkowe na Malcie. Wiele osób zachwycona jest tym miastem i dostępnością restauracji, kawiarni czy po prostu imprez. Na nas jednak nie zrobiło aż takiego wrażenia. Wolimy raczej spokojne miejsca, niż te przytłaczające, dlatego, choć chodziło mi głowie, by zarezerwować jakiś nocleg właśnie tu, to cieszę się, że zdecydowaliśmy się na południe wyspy.
Zatrzymaliśmy się przy deptaku, który okazał się być w remoncie, zeszliśmy więc po skałkach nad morze i po raz kolejny zachwycaliśmy się czystością wody nawet w tak komercyjnym miejscu.
Po godzinie skierowaliśmy się do nowej lokalizacji, w której mieliśmy spędzić ostatnią noc na Malcie.
PRZEPROWADZKA POD LOTNISKO
Ze względu na to, że samolot wylatuje do Polski w sobotę o bardzo wczesnej godzinie, a w dotychczasowym miejscu zakwaterowania nie mogliśmy wykwaterować się o 6 rano, ostatnią noc spędziliśmy w miejscowości Kirkop pod lotniskiem. W nowej lokalizacji mogliśmy wyjść z mieszkania o bardzo wczesnej godzinie, a na lotnisko piechotą mieliśmy około 25 minut drogi.
Mieszkanie znajduje się na parterze budynku, wchodzi się do niego, jak do sklepu, co jest bardzo praktycznym rozwiązaniem. Salon plus sypialnia na jedną noc w zupełności wystarczyły. Ze względu na bliskość lotniska, cały czas słyszeliśmy startujące i lądujące samoloty, lecz, niestety, ich nie widzieliśmy. Wokół nas gęsto rozsiane były budynki, a i niebo było zachmurzone.
Po zakwaterowaniu pojechaliśmy na lotnisko oddać auto i wróciliśmy stamtąd piechotą. Droga zajęła nam około pół godziny. Jutro pobudka przed 5, aby o 6 najpóźniej wyjść z domu i udać się już ze wszystkimi bagażami na odprawę.
I tu kończy się nasza maltańska przygoda…
OD MAMY
Przekwaterowanie się bywa trudne, chyba że nie masz w wynajmowanym mieszkaniu żadnych produktów spożywczych. Pakowanie ich dziś rano zajęło mi najwięcej czasu – co można z resztek produktów zrobić na drodze, co zapakować, a co zostawić w lodówce, bo nie było sensu zabierać ze sobą (tak zrobiłam z pesto i oliwkami). Im większe mieszkanie, tym także więcej jest do sprzątania i chyba na przyszłość będę baczniejszą uwagę zwracała na to, by jednak mieszkania były mniejsze niż te ponad 80 m2. W nowej lokalizacji mieszkanie miało nieco ponad 40 m2. Tutaj zgubić się nie da 😉.
Ponieważ był to ostatni dzień, podczas którego korzystaliśmy z wypożyczonego auta, po całym tygodniu mogę stwierdzić, że jeżdżenie po Malcie jest bardzo męczące. Chyba nigdzie się tak nie zmęczyłam byciem pilotem, jak właśnie tutaj. Mapy Google są zupełnie niezaktualizowane. Na Malcie jest cała masa rond, krytych nie ma na mapach internetowych, a ich odnogi zupełnie nie pokrywają się z dawnych układem skrzyżowań. Często było tak, że wg dawnego układu mieliśmy jechać prosto, ale na rondzie było to już nie prosto, tylko w prawo. Zawracanie zdarzało się nam dosyć często… Google też nie widzi rozwidleń dróg, kiedy obie były drogami prowadzącymi prosto. Tworzyły kąt bardzo ostry litery Y. Wg Google to była jedna droga z dwoma pasami (jak przypuszczam), jednak każde z rozwidleń prowadziło w różne miejsca. Albo widział rozwidlenie, którego nie było i wprowadzał zamieszanie nakazując skręcić w prawo w rozwidlenie, podczas gdy w rzeczywistości nie było innej opcji. W takich chwilach jednak, zamiast skupić się na bezpiecznej jeździe, szukaliśmy na drodze rozwidlenia… Jest to bardzo męczące i przyznam, że osobiście nie wypoczęłam na tym urlopie 😁. Oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że Malta nie jest krajem do odpoczynku, tylko do zwiedzania i że warto przyjechać tu właśnie po okresie odpoczynku. 😉
I to tyle, jeśli chodzi o Maltę 🙂. Jeśli masz pytania, zapraszam do komentowania. Na wszystkie, w miarę możliwości, odpowiem 🙂.

🌱Edukacja domowa to dla nas doświadczanie, a nie siedzenie nad podręcznikiem. Edukujemy się kreatywnie, bawimy się edukacją.
🌱 Jeśli masz ochotę nam towarzyszyć, możesz spotkać nas tutaj:
🌿 1. BLOG O EDUKACJI DOMOWEJ: http://www.kreatywnemotylki.art.blog
🌿 2. FANPAGE RELACJA ED: https://www.facebook.com/edukacja.zabawa.podroze
🌿 3. INSTA RELACJA Z ED: https://www.instagram.com/edukacja.zabawa.podroze
🌿 4. GRUPA O WYJŚCIACH EDUKACYJNYCH WE WROCŁAWIU: https://www.facebook.com/groups/kreatywnie.wroc
🌿 5. YOU TUBE Z FILMAMI ED: https://www.youtube.com/@edukacja.zabawa.podroze
#edukacjadomowa
#edukacjawczesnoszkolna
#edukacjakreatywnie
#kreatywnemotylki
#edukacjaprzezzabawę
#homeschooling
#homeschoolfamily
#homeschool
#travel
#podróże
Jedna myśl w temacie “MALTA DLA DZIECI | podróże”