Edukacja domowa – jak to wygląda u nas i skąd w ogóle wziął się ten pomysł.

Moja znajoma, od której zaczęła się ta przygoda (ma dwójkę dzieci na ed) powiedziała mi jakiś czas temu, że edukacja domowa była we mnie od urodzenia Oskara. Wtrąciła ten zwrot w trakcie mojej rozmowy z inną mamą z ED, kiedy usłyszałam pytanie, od kiedy jesteśmy pozaszkolni.

Kiedy w sierpniu 2013 roku urodził się nasz syn, marzyłam, aby nie musiał chodzić do szkoły. Swoją przygodę ze szkołą wspominam bardzo dobrze, wręcz sielankowo. Jednak w obecnych czasach szkoły są zupełnie inne, o czym miałam też okazję przekonać się w ciągu dwóch lat spędzonych przez mojego syna w szkole stacjonarnej (zerówka i klasa pierwsza).

Zawsze chciałam być nauczycielką dla maluchów 🙂, dlatego mogłam się spełniać jako mama edukująca. Przez pierwsze trzy lata życia naszego syna byłam z nim w domu i w tym czasie wzięłam z nim udział w Projekcie edukacyjnym SAMO_SIĘ, nastawionym na zabawy edukacyjne i rozwojowe z dziećmi. Kiedy przyłączyliśmy się do tego Projektu, nasz syn miał 3 miesiące. To była cudowna zabawa i piękny wstęp do mojego własnego Projektu.

Rok później, kiedy Projekt SAMO_SIĘ skończył die, stworzyłam swój własny. Projekt Tak Sobie Poznaję ma na celu edukowanie poprzez zabawę. Co miesiąc zajmujemy się innym tematem. Skupiamy się na nim w domu, w naturze, odwiedzamy miejsca z nim związane (przykładowo – przy temacie związanym z wodą, odwiedziliśmy wrocławski Hydropolis).

W szkołę bawimy się zatem od samego początku. Nasz syn nie jest dzieckiem, które uczy się, siedząc z książką przed nosem albo rysując szlaczki w ćwiczeniach.

On uczy się doświadczając, czego niestety szkoła mu nie dała. Kiedy poszedł do przedszkola, było inaczej. Wówczas rzeczywiście dzieci dużo korzystały z edukacji w ruchu, w terenie. Do zerówki postanowiliśmy przenieść syna z przedszkola do szkoły. Przez pierwsze pół roku wydawało się, że jest cudownie. Potem zamknięto szkoły. I tak nieoficjalnie przeszliśmy ponownie na edukację domową.

Już wtedy zaczęłam głośno mówić o tym, że nie chcę, aby nasz syn chodził do szkoły. Mąż miał obiekcje związane z typowym i podstawowym problemem przed przejściem na ED – co z rozwojem społecznym. Zaczął zgłębiać temat, rozmawiać ze znajomymi, których dzieci uczą się w domu. Postanowiliśmy, że u nas edukacja domowa zawita od czwartej klasy szkoły podstawowej.

Na szczęście! szkoły ponownie zostały zamknięte, gdy syn był już w pierwszej klasie. I zobaczyliśmy, jak wyglądają te lekcje, jakie wartości są wpajane naszym dzieciom (żadne) i jak te dzieci są traktowane… Przeraziło nas to. Wówczas mąż przyznał rację, że idealnym rozwiązaniem dla nas jest edukacja domowa.

Jeszcze w lutym w czasie pierwszej klasy szkoły podstawowej udaliśmy się do poradni psychologiczno-pedagogicznej, związanej z naszą szkołą, do której planowaliśmy przenieść syna, opinia została wydana i orzeczono, że nasz syn może spokojnie przenieść się z nauką do domu.

Ostatnie miesiące pierwszej klasy spędziliśmy na nadrabianiu zaległości, jakie natworzyły się w czasie tych kilku miesięcy w naszej dawnej szkole. Nowa szkoła udostępniła na swojej stronie wymogi egzaminacyjne. Połowy z tych zagadnień nie poruszyła była wychowawczyni naszego syna. To był jedyny powód, dla którego nie przeszliśmy na ED jeszcze w trakcie roku szkolnego.

Postanowiliśmy z mężem podzielić się materiałem. Ja, jak pielęgniarka i pisarka, zabrałam się za język polski, lektury, itd, oraz za przyrodę. Mąż zajął się matematyką, informatyką i społeczeństwem. I dodatkowo angielskim, jako że zajmuje się profesjonalnie tłumaczeniami z języka angielskiego na język polski.

Zaczęliśmy we wrześniu, już z nadrobionym materiałem i zagadnieniami egzaminacyjnymi z drugiej klasy. W przyszłym tygodniu, w czwartek czeka nas pierwszy egzamin. Piszę, że nas, bo zarówno nasz syn, jak i my trochę to przeżywamy. Mimo że intelektualnie nasz syn jest przygotowany, to praca nad emocjami ma tutaj równie kluczowe znaczenie. 🙂

Egzamin jest jeden (pisemny i ustny), ale ponieważ to edukacja wczesnoszkolna, zawiera on w sobie zagadnienia z pięciu przedmiotów (języka polskiego, matematyki, informatyki, przyrody i edukacji społecznej, czyli WOSu).

Kolejny egzamin czeka nas w kwietniu – z języka angielskiego. Przez te ostatnie miesiące mąż, jako że pracuje w domu i spędza czas z synem non stop, prowadził z nim liczne rozmowy po angielsku. Tutaj również nie mam obaw, jeśli chodzi o wiedzę. Pracujemy natomiast nad stresem . 🙂

Trzymajcie kciuki 🙂

🌱 Edukacja domowa to dla nas doświadczanie, a nie siedzenie nad podręcznikiem. Edukujemy się kreatywnie, bawimy się edukacją.

☺️

🌱 Jeśli masz ochotę nam towarzyszyć, możesz spotkać nas tutaj:

🌿 1. BLOG O EDUKACJI DOMOWEJ:
http://www.kreatywnemotylki.art.blog
🌿 2. FANPAGE RELACJA ED:
https://www.facebook.com/kreatywnemotylki.ed
🌿 3. INSTA RELACJA Z ED:
https://www.instagram.com/kreatywne.motylki
🌿 4. GRUPA EDUKACJI DOMOWEJ W KIEŁCZOWIE:
https://www.facebook.com/groups/edkielczow
🌿 5. GRUPA PODRÓŻNICZA SUDETY DLA DZIECI:
https://www.facebook.com/groups/sudetydladzieci
🌿 6. YOU TUBE Z FILMAMI ED:
https://www.youtube.com/channel/UCzyhkbdak1LrJe-RaLWj91g

Jesteś z okolic Wrocławia? Od września rusza nasza mała edukacyjna grupa dla dzieci z klas 1-3 (7-9 lat). Jeśli Twoje dziecko ma ochotę dołączyć, napisz do mnie za pomocą poniższego formularza:
https://kreatywnemotylki.art.blog/grupa-edukacyjna/

#edukacjadomowa
#edukacjawczesnoszkolna
#edukacjaprzezzabawę
#edukacjakreatywnie
#rozwójdziecka


4 myśli w temacie “Edukacja domowa – jak to wygląda u nas i skąd w ogóle wziął się ten pomysł.

Dodaj komentarz